Drogi Panie Jerzy, proszę o więcej informacji, np. nazwiska dziennikarzy, którym - jak Pan twierdzi - ukradziono w Rosji sprzęt, linki do artykulów w ich mediach, które mówią o tym bezprawiu; czy była interwencja dyplomacji RP w tej sprawie, czy to tylko kolejna plotka? Wersja Lecha Wałęsy jest oryginalna i oparta na zapisach udostępnionych przez Ministerstwo Spraw Wewnetrznych RP, to nie jest bolszewicka propaganda, dlatego albo przeprosi Pan za pomówienie, albo uznamy, ze zasłużył Pan na wrzucenie do jednego wora z przechrztami radiomaryjnymi, którzy podają się za Komitet Dobrego imienia Polski i Polaków, a nie zapytali Polaków o zgodę.
Dlaczego bezpodstawnie twierdzi Pan, że rozmowa telefoniczna między braćmi nie może być dowodem w sprawie o spowodowanie katastrofy pod Smoleńskiem i śmierci 96 ludzi, obywateli RP, jeżeli Pan nie wysłuchał nagrania tej rozmowy; śledztwo w tej sprawie prowadzi Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie i to ona miała obowiązek zabezpieczyć i załączyć nagranie - na oryginalnym noœniku - do dowodów w tej sprawie, odsłuchać niezwłocznie i przeanalizować to oryginalne nagranie ostatniej rozmowy telefonicznej braci Kaczyńskich.
Na stanowisku Wojskowego Prokuratora Okręgowego jest zatrudniony Pan płk. Ireneusz Szeląg, który jednoczeœnie pełni funkcję rzecznika prasowego WPO, co jest niespotykane chyba w żadnej innej instytucji Rzeczypospolitej Polskiej, państw NATO i historii Układu Warszawskiego; być może to przeciążenie pracą na podwójnym etacie przeszkadza płk. Szelągowi w normalnym wykonywaniu jego obowiązków słu¿bowych i obligatoryjnym przesłuchaniu Jarosława Kaczyńskiego?
Podaję Panu nr akt sprawy z Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie: Ap KO 726/ 10, jeżeli posiada Pan jakieś informacje w sprawie tego przestępstwa. A jeœli swoją wersję o rzekomych błyskach i zniknięciu samolotu wyssał Pan z palca tak samo jak Krzysztof Cierpisz, to proszę napić się mięty, odpocząć od pisania. Pozdrawiam, sk
Należy raczej przyjąć, że tego pytania, przeszkadzającego
w normalnym kierowaniu samolotem, nie mógł postawić generał lotnictwa podległemu
sobie oficerowi z prostego powodu: generał obecny w kabinie pilotów tupolewa
znał się na lataniu i nie mógł stawiać jak laik naiwnych pytań. Bo mianowania
na stanowisko dowódcy lotnictwa wojskowego nie daje się w żadnym kraju po
znajomości, za paczkę masła, jak można być może otrzymać świadectwo małameda na
głębokiej, żydowskiej prowincji, lecz w każdej armii, na całym świecie należy
sobie taki awans po żołniersku wysłużyć.
O 10:04 nieokreślony rozmówca mówi: "To będzie...
makabra będzie. Nic nie będzie widać". Nie ma jednak na te słowa żadnej
reakcji.
"A jeśli nie wylądujemy, to co?" - zapytał wyraźnie
niezorientowany głos odtworzony z … «więcej»
Jarosław Kaczyński nie chciał zapoznać się z zawartością
czarnych skrzynek na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego, w obecności
innych upoważnionych do tego osób. Samowolnie wysłał na swoje miejsce młodego
adwokata, który nie miał nic do stracenia, bo podobnie jak niedawno jeszcze
Zbigniew Ziobro nie miał żadnego dorobku zawodowego.
Niedoświadczony prawnik Rafał Rogalski usiłuje się dostać na
posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego RP, bo mu się wydaje, że to tak samo
ogólnodostępne ciało jak Rada Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych. Potem zaś nie
wynajmuje żadnego Biura Prasowego za pieniądze otrzymane od swoich klientów,
lecz korzysta z lokalu partyjnego PiS, żeby wypowiadać się krytycznie i głupio
jak dziecko, że nie wpuszczono go do tam, gdzie nie powinien być, a gdzie mogły
być przecież kałamarze.
Przypomnijmy: partia PiS solennie zapewniała, że nie będzie
wykorzystywać tragedii rodzin osób zabitych w katastrofie pod Smoleńskiem dla
celów kampanii przedwyborczej Jarosława Kaczyńskiego. Z ujawnionych przez
Rosjan zapisów wiadomo natomiast od dawna, że w kabinie pilotów znajdowały się
przynajmniej dwie osoby, które nie powinny tam być. Jedną był z pewnością
wspomniany generał, który zginął, zaś drugą osobą nieuprawnioną w kabinie
pilotów, był prawdopodobnie najwyższy urzędem nieszczęśnik sił zbrojnych
RP.
"Jeśli Jarosław Kaczyński - a to w ostatnich dniach już zaczął
- tę wielką stratę, którą poniósł, zacznie używać jako argument, to muszę
powiedzeć: jestem tak samo przeciwko pedofilii jak i nekrofilii" - powiedział
w wywiadzie dla austriackiej prasy minister Władysław
Bartoszewski.
Jarosław Kaczyński nie miał dotychczas odwagi, żeby podać do
sądu korzystając z pomocy adwokata, za wspomnianą wypowiedź Sprawiedliwego
Pośród Narodów Swiata, obywatela kilku państw, wyróżnionego w końcu za coś przez
jeden z niemieckich landów tytułem honorowego profesora Władysława
Bartoszewskiego.
Jarosław Kaczyński nie skorzystał z zaproszenia do
uczestnictwa w pracach Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Nie miał odwagi spojrzeć
prawdzie w oczy. Posiedzenie BBN opuścił także bez usprawiedliwienia i nie
wiadomo, z jakiego powodu kandydat części SLD na prezydenta RP,
młody Napieralski, który nie rozmawiał wszak z prezydentem Lechem Kaczyńskim 10
kwietnia przez telefon satelitarny i nie dopytywał się, czy już wylądowali,
jak miał to robić Jarosław Kaczyński.
Jarosław Kaczyński nie debatuje o problemach Polski i Polaków
z innymi kandydatami na prezydenta RP przed kamerami polskiej telewizji, lecz
wykorzystuje czas antenowy w obsadzonej przez swoich ludzi partyjnych państwowej
telewizji w Polsce do tzw. debat ze specjalistami. Jako pierwszy tzw.
specjalista od wszystkiego występuje u boku Kaczyńskiego pani
prof. Staniszkis, która dała się poznać Polakom z tego, że na I Zjeździe
Solidarności w 1981 roku występowała jako tzw. ekspert z ramienia KOR podobnie
jak bracia Kaczyńscy.
Czy ta sama telewizja państwowa w Polsce zaproponuje za kilka
dni wobec tego "debatę przedwyborczą" Napieralskiego z Kaliszem, Maksymiuka z
Lepperem, Komorowskiego z Tuskiem?
Czy też Jarosław Kaczyński zrezygnuje dla dobra Ojczyzny z
kandydowania na fotel opuszczony przez Lecha Kaczyńskiego, nie będzie szedł do
władzy po trupie brata, lecz kupi sobie różaniec, jak radził mu po katolicku
Lech Wałęsa i zacznie sobie robić wyrzuty w związku z rachunkiem sumienia,
którym winna być poprzedzona każda sakramentalna spowiedź szczera przed Panem
Bogiem.
Czy Jarosław Kaczyński ma prawdziwych i wierzących w Boga, a
nie tylko wiernych mu przyjaciół? Czy może liczyć na szczerą radę osób, które
winny w trudnej chwili życiowej pokierować człowiekiem zagubionym w splocie
nieszczęsnych działań i wydarzeń?
Nie dalej jak wczoraj w Niemczech graniczących z
Polską prezydent państwa podał się do dymisji bez powodu i bez wcześniejszych
rozmów z przyjaciółmi politycznymi, którzy wynieśli go na to stanowisko płatne
tylko w połowie to, co prof. Köhler zarabiał ostatnio.
Czy nie byłoby perspektywicznie lepiej dla demokracji i
porządku partyjnego w Polsce, żeby Jarosław Kaczyński odpowiedział tej ogromnej
większości rodzin ofiar zabitych pod Smoleńskiem, których nie reprezentuje
PiS-owski adwokat Rogalski, na proste przecież pytanie: kto w trakcie rozmowy
satelitarnej podjął decyję o tym, żeby lądować we mgle za wszelką cenę? Kto
sprowadził na wszystkich uczestników tragicznego lotu bezpośrednie
niebezpieczeństwo śmierci?
W stanie wojennym, którego organizatorów Jarosław Kaczyński
nie rozliczył za czasu swoich rządów, każda rozmowa telefoniczna w Polsce była
kontrolowana, jak nagrywana i kontrolowana jest nie tylko przez rosyjski,
niemiecki i amerykański wywiad każda rozmowa satelitarna prezydentów każdego
obcego państwa.
Jarosław Kaczyński nie może być zakładnikiem wywiadu Senegalu,
czy Izraela, bo przecież byle murzyn, czy żyd nie może szantażować wybranego w
wolnych wyborach prezydenta RP zawartością jakiegoś czarnego pudełka. A
Napieralski też powinien wiedzieć, że Polacy nie życzą sobie kolejnego
rezydenta KGB na prezydenta.