Jarosław Kaczyński nie miał dotychczas odwagi, żeby podać do
sądu korzystając z pomocy adwokata, za wspomnianą wypowiedź Sprawiedliwego
Pośród Narodów Swiata, obywatela kilku państw, wyróżnionego w końcu za coś przez
jeden z niemieckich landów tytułem honorowego profesora Władysława
Bartoszewskiego.
Jarosław Kaczyński nie skorzystał z zaproszenia do
uczestnictwa w pracach Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Nie miał odwagi spojrzeć
prawdzie w oczy. Posiedzenie BBN opuścił także bez usprawiedliwienia i nie
wiadomo, z jakiego powodu kandydat części SLD na prezydenta RP,
młody Napieralski, który nie rozmawiał wszak z prezydentem Lechem Kaczyńskim 10
kwietnia przez telefon satelitarny i nie dopytywał się, czy już wylądowali,
jak miał to robić Jarosław Kaczyński.
Jarosław Kaczyński nie debatuje o problemach Polski i Polaków
z innymi kandydatami na prezydenta RP przed kamerami polskiej telewizji, lecz
wykorzystuje czas antenowy w obsadzonej przez swoich ludzi partyjnych państwowej
telewizji w Polsce do tzw. debat ze specjalistami. Jako pierwszy tzw.
specjalista od wszystkiego występuje u boku Kaczyńskiego
pani
prof. Staniszkis, która dała się poznać Polakom z tego, że na I Zjeździe
Solidarności w 1981 roku występowała jako tzw. ekspert z ramienia KOR podobnie
jak bracia Kaczyńscy.
Czy ta sama telewizja państwowa w Polsce zaproponuje za kilka
dni wobec tego "debatę przedwyborczą" Napieralskiego z Kaliszem, Maksymiuka z
Lepperem, Komorowskiego z Tuskiem?
Czy też Jarosław Kaczyński zrezygnuje dla dobra Ojczyzny z
kandydowania na fotel opuszczony przez Lecha Kaczyńskiego, nie będzie szedł do
władzy po trupie brata, lecz kupi sobie różaniec, jak radził mu po katolicku
Lech Wałęsa i zacznie sobie robić wyrzuty w związku z rachunkiem sumienia,
którym winna być poprzedzona każda sakramentalna spowiedź szczera przed Panem
Bogiem.
Czy Jarosław Kaczyński ma prawdziwych i wierzących w Boga, a
nie tylko wiernych mu przyjaciół? Czy może liczyć na szczerą radę osób, które
winny w trudnej chwili życiowej pokierować człowiekiem zagubionym w splocie
nieszczęsnych działań i wydarzeń?
Nie dalej jak wczoraj w Niemczech graniczących z
Polską prezydent państwa podał się do dymisji bez powodu i bez wcześniejszych
rozmów z przyjaciółmi politycznymi, którzy wynieśli go na to stanowisko płatne
tylko w połowie to, co prof. Köhler zarabiał ostatnio.
Czy nie byłoby perspektywicznie lepiej dla demokracji i
porządku partyjnego w Polsce, żeby Jarosław Kaczyński odpowiedział tej ogromnej
większości rodzin ofiar zabitych pod Smoleńskiem, których nie reprezentuje
PiS-owski adwokat Rogalski, na proste przecież pytanie: kto w trakcie rozmowy
satelitarnej podjął decyję o tym, żeby lądować we mgle za wszelką cenę? Kto
sprowadził na wszystkich uczestników tragicznego lotu bezpośrednie
niebezpieczeństwo śmierci?
W stanie wojennym, którego organizatorów Jarosław Kaczyński
nie rozliczył za czasu swoich rządów, każda rozmowa telefoniczna w Polsce była
kontrolowana, jak nagrywana i kontrolowana jest nie tylko przez rosyjski,
niemiecki i amerykański wywiad każda rozmowa satelitarna prezydentów każdego
obcego państwa.
Jarosław Kaczyński nie może być zakładnikiem wywiadu Senegalu,
czy Izraela, bo przecież byle murzyn, czy żyd nie może szantażować wybranego w
wolnych wyborach prezydenta RP zawartością jakiegoś czarnego pudełka. A
Napieralski też powinien wiedzieć, że Polacy nie życzą sobie kolejnego
rezydenta KGB na prezydenta.
Stanisław Dawid Ligoń