Stefan Kosiewski: WIELKI GATSBY (prawdziwe nazwisko: Gatz).
data: 06-11-2010
dodał: sowa
Berele Lewart (pod przybranym nazwiskiem Bronisław Geremek) był żydokomunistą w randze Sekretarza POP PZPR
Truciznę do wypicia podaje na końcu filmu wszystkim po kolei ślepo wierzącym w niego sekciarzom własnoręcznie sam prezes i jedyna osoba uprawniona do dysponowania ogromnym majątkiem partii nagromadzonym przez nabitych w butelkę członków, którzy do końca nie chcą uwierzyć, że jedynym celem życia Wielkiego Gatsby'ego jest odarcie ze złudzeń wodzonych przez niego za nos na manowce ludzi.
Dało się obejrzeć; Marek Orliński poszedł po projekcji do fryzjera na ul. Kościuszki z gazetą, w której były fotki z filmu na wzór. Fryzjer zapytał, czy ma być na mokro i udał się na zaplecze w poszukiwaniu brylantyny a ja otwierałem już w tym czasie żytniówkę i polewałem do szklanki, w której przed chwilą stał jeszcze jakiś pędzel, czy grzebień.
Potem przeszliśmy kilka kroków na Plac Andrzeja do Pasieki przy czym Orzeł się uparł, że pojedzie zamówioną przez telefon taksówką. Ktoś jeszcze przysiadł się do niego, a potem już wszyscy jeździliśmy taksówkami z Sosnowca do Katowic na piwo, placki ziemniaczane po węgiersku i po to, żeby Marek mógł zostawiać babci klozetowej banknot, dwadzieścia złotych za każdym razem, kiedy tylko wchodzili do męskiej toalety i ustawiali się przy pisuarach z członkami wymierzonymi w sufit, żeby oddawać się agonistyce nagradzającej stawianą kolejką tego z nich, który najwyżej ściemnił ścianę moczem.
Nie brałem udziału w tych zawodach, a film skłonił mnie do przeczytania książki Francisa Scotta Fitzgeralda kupionej okazyjnie w otwartym niedawno na Słowackiego antykwariacie. Fitzgerald nie był Szkotem, lecz Irlandczykiem a zasłynął pod przybranym nazwiskiem, gdyż prawdziwe jego nazwisko było Key, co na polski tłumaczy się jako klucz, albo klawisz a w archaicznych tekstach: klin.
Mówi się, że na klina najlepiej klinem: w Polsce pod przybranym nazwiskiem Bronisław Geremek wydał jedyną chyba swoją książkę, o której mówiono coś w mediach Berele Lewart, który wcześniej dostawał od SB paszport i wyjeżdżał z PRL-u na Zachód oficjalnie po to właśnie, żeby czytać w Paryżu książki ogólnodostępne w Polsce dzięki światowej sieci dostarczania książek czytelnikowi w ramach porozumień bibliotecznych. Nie wiem, po co naprawdę wyciągnęli wtedy przy mnie zbiorowo z rozporków prącia i ustawili się ochoczo pod ścianą klozetu; nie przyjrzałem się wyprężonym w całej okazałości po prawej i po lewej ręce członkom, nie zerknąłem ani na jedną obnażoną żołądź, nie zastanowiło mnie, czy okrywa ją napletek, czy o to właśnie szło, żeby otworzyć figurantowi oczy na wspólną tożsamość tym zbiorowym popisem sikania?
Książka Gieremka nosi tytuł "Litość i szubienica. Dzieje nędzy i miłosierdzia"; wypada z niej mała karteczka, w pierwszej chwili mógłby pomyśleć, że errata, na którą należy zwrócić uwagę przed czytaniem, ale to tylko nie zapisana fiszka, którą zaznaczyłem niegdyś końcowy rozdział wyróżniony przez autora tytułem: Ubóstwo narodów.
"W świecie współczesnym współodpowiedzialność za sytuację społeczną na wszystkich kontynentach stała się problemem przede wszystkim politycznym: ubóstwo narodów jest jednym z głównych wyznaczników odrębności tzw. Trzeciego Swiata" - zanotował w książce wydanej po raz pierwszy w 1989 roku czołowy doradca Wałęsy, o którym przywódca Solidarności powiedział po śmierci, że nie zawiódł się na nim nigdy ale i nigdy też nie zdążył właściwie podziękować mu za wkład włożony w całokształt, czy coś w tym pokrętnym, właściwym dla Wałęsy stylu.
Czytam dalej na stronie 293., z której wypadła pożółkła karteczka, spostrzeżenie dokonane przez prof. Geremka zapewne na podstawie oficjalnych danych statystycznych: "Wyznaczenie linii ubóstwa wedle poziomu dochodu per capita ukazuje zakres rozziewu: gdy w USA 1500 dolarów wyznaczało linię podziału, w krajach Trzeciego Swiata średni dochód wynosił nie więcej niż 520 dolarów (...)".
Nie wiem, co dane statystyczne mówią o średnim dochodzie w Polsce 2010 roku? Czy 520 dolarów to dzisiejsza średnia wysokość zasiłków dla milionów bezrobotnych w polskich miastach takich jak Czeladź i nasz Tomaszów? Czy po przeliczeniu na złotówki daje to dzisiaj średnio każdemu Polakowi te półtora tysiąca do ręki oprócz kaszy jęczmiennej z warzywami dostarczanej przez Agencję Rynku Rolnego jako pomoc Wspólnot Europejskich w ramach programu pomocy żywnościowej? Z boku na pudełku zawierającym cztery stugramowe woreczki kaszy umieszczono napis "Kraj pochodzenia: Polska". Nie ma natomiast wyjaśnienia, na czym miałaby polegać ta pomoc Wspólnot Europejskich, jeżeli kasza dla doprowadzonych do ubóstwa Polaków pochodzi z Polski? Nie zostało też wyjaśnione na opakowaniu, czy woreczki ze sztucznego tworzywa pozostawiają po tzw. zmiękczaczach, czyli środkach chemicznych użytych do ich wyprodukowania, jedynie metaliczny smak na podniebieniu zabijany nieskutecznie przez domieszane do kaszy warzywa (marchew, pietruszka, cebula, seler, por), czy też odkładają w organizmach skarmianych Polaków truciznę tych substancji chemicznych działającą na człowieka powoli a skutecznie jak metale ciężkie?
Wiemy, że dużo nie wiemy. Nie mówią nam media np. , dlaczego Geremek w ostatnim swoim słowie, zdaniu zamykającym wspomnianą książkę bredzi niezdrowo jak zatęchły marksista o jakiejś rzekomej "konieczności dziejowej", bo w tym samym akapicie mówi on przecież wcześniej o zbiorowym okradaniu i skazywaniu w masowej skali na ubóstwo jednych ludzi przez drugich przy czym określa w efemistyczny sposób a zarazem szalbierczo tę masową zbrodnię popełnianą w naszych czasach na naszych narodach "kosztami społecznymi pierwotnej akumulacji kapitału".
Dużo nie wiemy, nie wiemy np., czy po 21 latach od wydrukowania wspomnianej książki i podarowania jej przez Gieremka w Magdalence Kiszczakowi, generałowi Milicji Obywatelskiej, która to milicja strzelała do górników kopalni Wujek na Brynowie, zaś do ludzi innych zawodów w innych miastach naszej Ojczyzny; czy skończyła się już gehenna Polaków i czy wybrani przez Kiszczaka ludzie ze środowisk wyznaczonych do przechodzenia na wyższy etap w rozwoju socjalizmu (mówiąc językiem używanym przez Gieremka: "do akumulowania kapitału") przeszli już na jakiś wyższy etap w tym rzekomym rozwoju ludzkości, czy może nadal przebywają na etapie pierwotnym, w którym dzieli i rządzi ten, co spienioną uryną olewa głowice sali kolumnowej na ratuszu?
Marka nie można inaczej wspominać, jak tylko ciepło, bo zapytany przez mnie przed snem młody dżentelmen o pięknej postawie, dlaczego liczy banknoty w portfelu, odpowiedział, że to takie jego hobby; lubi dolary w dotyku, są takie miłe, przyjemne. - A skąd je masz? spytałem otwarcie. - Jeżdżę do ciotki w Częstochowie i przeglądam książki, a ona w Trylogię wkłada - odpowiedział. Pomyślałem, że nie ma do mnie zaufania. - Możesz spać spokojnie, ja ci tego nie wezmę, zapewniłem pytając jeszcze niejako z należącej się w tej sytuacji ciekawości: A jaki masz największy banknot? - Sto dolarów, odparł i pokazał.
Lato miało być upalne tego roku, lecz my nie odczuwaliśmy w sobie żadnych niespokojnych drgnień duszy, nienaturalnych powiewów, fluxusu; w tamtych czasach homoseksualizm uchodził jeszcze wśród młodzieży w Polsce za chorobę, na którą najlepszym sposobem było walenie pedała w ryja. Obejrzałem wtedy z obu stron okazany mi banknot i odwróciłem się na lewy bok, bo spaliśmy wyjątkowo tej nocy w Czeladzi na jednej wersalce, a z dala od siebie i ja po lewej stronie tylko po to, żeby rankiem pojechać taksówką do Tatiany na śniadanie (tatar, żytniówka, przy sąsiednim stole jakaś asystentka z uczelni, ponoć przypadkowo, zamówił coś dla niej), ale nic więcej tam z pewnością nie było. Marek miał zresztą dziewczynę, z którą się chyba nawet później ożenił, jak tylko przeszła ta moda na retro.
"- Nie wiedziałem, jakie będą pana życzenia, panie Gatsby.
- Moje nazwisko jest Gatz.
- ...panie Gatz." -
Fioletowa pieczątka odbita na białym płótnie okładki "Egzemplarz uszkodzony. Cena zniżona zł. 5,-" ujęta została w ramkę.
http://insilesia.pl/blogi/post/100/WIELKI_GATSBY
http://sowa.quicksnake.org/communists/Berele-Lewart-pod-przybranym-nazwiskiem-Bronisaw-Geremek-by-ydokomunist-w-randze-Sekretarza-POP-PZPR