Stefan Kosiewski
 udostępnił zdjęcie użytkownika
Masoneria urokliwa.
11 min ·
Na Giełżynskiego/ TW Stefański

PDO133 FO von Stefan Kosiewski ZECh CANTO DXXV

Wojciech Giełżyński jako TW "Jerzy Stefański"
pisał raporty dla Służby Bezpieczeństwa ze zagranicznych wojaży,
a przyznał się do nieetycznej strony swego życiorysu
po zdemaskowaniu agenta SB przez kolegę dziennikarza

http://sowa2.quicksnake.net/Masonry

Zdjęcie użytkownika Masoneria urokliwa.
Masoneria urokliwa

Wolnomularskie epitafium dla Wojciecha Giełżyńskiego (9 maja 1930 – 3 marca 2015)

Zawsze kiedy odchodzi ktoś nam bliski wracają okruchy wspomnień i przychodzi chęć, by jak najwięcej ocalić od zapomnienia. We wtorek nad ranem na Wieczny Wschód odszedł nie tylko Brat Wojciech, którego tak lubiliśmy i ceniliśmy, ale i człowiek wybijający się ponad przeciętność – w każdym środowisku, w którym zaistniał i funkcjonował w swoim bogatym, arcyciekawym 85-letnim życiu. O nim samym, w telegraficznym skrócie, można poczytać sobie w internetowych biogramach i to już pokazuje jak nietuzinkową był Osobowością i dlaczego warto poświęcić mu więcej miejsca, a także przytoczyć osobiste wspomnienia, które tylko potwierdzą wyjątkowość faktu poznania i obcowania z Wojciechem.

O jego masońskiej drodze internet wspomina zazwyczaj jednym akapitem: „Jego ojciec Witold był jednym z czołowych działaczy Wielkiego Wschodu w Polsce w latach 1910-1918. Wojciech Giełżyński swą aktywność wolnomularską rozpoczynał w Wielkiej Loży Francji. W grudniu 2006 afiliował się do loży Wolność Przywrócona Wielkiego Wschodu Polski”. Droga ta była jednak o wiele bogatsza – z inicjacją w Wielkiej Loży Francji, obediencji liberalnej, liczebnie drugiej nad Sekwaną po Wielkim Wschodzie Francji.

Wracając do masońskich losów Wojciecha Giełżyńskiego, może doczekamy się ujawnienia jego pełniejszej biografii masońskiej. Może coś sam napisał i bliscy nam objawią, może inni wolnomularze wiedzą więcej od nas i też zechcą się informacjami czy wspomnieniami podzielić? Tak, czy inaczej, po jakiejś przerwie w lożowej aktywności, Brat Wojciech w 2006 roku afiliował się tym razem w Wielkim Wschodzie Polski, podążając już do końca drogą swego ojca Witolda Giełżyńskiego – przedwojennego wolnomularza WWP, który swój „Wschód Wielkiego Wschodu (Polski)” – czyli odtwarzanie struktur – zdążył zaliczyć jeszcze pod zaborami w 1910 roku.

Po afiliacji do WWP Wojciech Giełżyński aktywnie działał w Loży „Wolność Przywrócona”, by po kilku latach doprowadzić do zapalenia świateł nowej loży WWP o nazwie „Kultura”. Był to jego projekt autorski, mający na celu wzbogacenie i urozmaicenie mapy lóż w ramach Wielkiego Wschodu Polski, w którym każdy warsztat posiadałby własną specyfikę, pozwalającą kandydatom i kandydatkom (WWP od roku 2008 jest obediencją mieszaną) na dopasowanie swoich zainteresowań i potrzeb wolnomularskich do profilu danej loży. Dzięki Wojciechowi także tak jest właściwie do dziś i każda loża ma ten swój swoisty, niepowtarzalny klimat, określany masońsko jako egregor.

Pamiętamy toczone w ramach całej organizacji dyskusje na temat samej nazwy loży. Wojciech na początku wymarzył sobie nazwę „Jerzy Giedroyć”, ale nie mając pewności, czy spadkobiercy Redaktora z Maison Laffitte wyrażą zgodę na posługiwanie się jego nazwiskiem w działalności jednej z wolnomularskich lóż, ostatecznie od starań odstąpił. Tak powstała Loża „Kultura” – też symbolicznie nawiązująca do słynnego pisma Giedroycia, które przez tyle lat przenosiło za żelazną kurtynę powiew wolności i prawdy.

W zamyśle swym „Kultura” miała być lożą bardziej społecznie rozdyskutowaną, z tematami desek nawiązującymi i komentującymi bieżące – nie tyle wydarzenia – co zjawiska społeczne i przełomy cywilizacyjne, którymi żyła nie tylko Polska, ale i cały świat. Wojciech Giełżyński, jako niekwestionowany autorytet pisarski i dziennikarski oraz Czcigodny Mistrz Loży (dopóki mu zdrowie pozwalało), był wierny założeniom ideowym warsztatu, na chwałę Wielkiego Wschodu Polski, ale i całego społeczeństwa. W zamyśle rzecz jasna, gdyż trudno przeceniać działania jednej loży, czy nawet niedużej obediencji, na rzecz Ludzkości. Ale kierunek całkiem ciekawy i ważny, tym bardziej, że loże w ramach całej wielkowschodowej organizacji cieszą się sporą autonomią i wspólną wszystkim masonom i masonkom triadę „wolność-równość-braterstwo” mogą wyrażać na różne sposoby.

Dzięki także osobistym staraniom i znajomościom Brata Wojciecha „Kultura” i całe WWP mogły kilkakrotnie gościć na tzw. białych pracach lożowych ważnych w świecie nauki gości nieinicjowanych z wykładami dla Sióstr i Braci. Bardzo to było cenne doświadczenie i zazwyczaj intelektualna uczta, godna kontynuacji.

Miał też Wojciech Giełżyński specyficzne podejście do rytuału wolnomularskiego, które nie zawsze było w smak bardziej ortodoksyjnym masonom, ale jak to u nas „szło się jakoś dogadać”, nie umniejszając znaczenia rytuału w pracy loży. Rytuał jest jednak immanentną cechą wolnomularstwa i bez niego masoneria nie byłaby… masonerią. Brat Wojciech po prostu uważał, że pewne zachowania czy trochę „teatralne” formuły w loży można czasem uprościć i bardziej skupić się na przekazie ideowym, wewnętrznej dyskusji tematycznej itp. My tu swojego osobistego zdania nie wyrazimy, ale potwierdzić możemy, że zdanie Czcigodnego Mistrza „Kultury” było zawsze szanowane, a i Wojciech także skory był do kompromisów i konsensusów. Masoneria jest tworem żywym, a nie skostniałym w jakichkolwiek dogmatach czy zakonserwowanym, zatem sensowne zmiany przy mądrym podejściu tylko uszlachetniają i jednocześnie unowocześniają całą masońską społeczność. Taki jest świat, takie jest życie. A otwartość na zmiany, postęp, rozwój, wolność jednostki i społeczeństwa – to także dorobek wielu pokoleń wolnomularzy płci obojga.

Cóż by tu jeszcze o Wojciechu napisać, żegnając go niestety, ale też mile zawsze wspominając? Od mniej więcej dwóch lat zaczął coraz poważniej chorować i coraz mniej wychodził z domu, nie ubarwiając już nam lożowego życia codziennego. Lecz każda osoba, która miała z nim styczność na pewno wspomni jego bezpośredniość, koleżeński stosunek do młodszych, czasem o wiele lat, Sióstr i Braci, no i to co było jego bogatym bagażem życiowym – ogromną wiedzę o świecie oraz ludziach. Od człowieka, który przez kilka dekad objechał prawie cały świat, jako reporter i pisarz brał udział w wydarzeniach przełomowych dla jego losów, był w miejscach objętych rewolucjami, wojnami, puczami itp., rozmawiał z bohaterami – dobrymi i złymi – tego świata, można się było naprawdę sporo dowiedzieć. No i tylko żałować należy, że częściej się go nie męczyło i nie zachęcało do koleżeńskich gawęd czy szerszych wystąpień. Ale to także działo się w ramach braterstwa, które nakazuje chronić i oszczędzać tak ważnych i ciekawych ludzi w swoim otoczeniu.

Sporo tych wspomnień nam i nie tylko pewnie się nazbierało ze znajomości z Wojciechem Giełżyńskim. Tylko jakiś fragment ich tu przybliżamy, aby na gorąco uczcić pamięć o Nim. Niech te prawie 80 książek oraz niezliczona liczba artykułów i reportaży służą dalej tym, co go bliżej znali z kiedyś i z teraz, i tym, którzy dopiero być może teraz przeczytają o nim po raz pierwszy. Wierzymy, że pamięć o człowieku trwa w jego dziełach i życiowym dorobku, i zaświadcza o tym jaki był naprawdę, w swej glorii i ze swymi słabościami, które nie umniejszają prawdziwej ludzkiej wartości.

Żegnaj Bracie Wojtku!

http://sowa-magazyn.blogspot.de/2015/06/na-giezynskiego-tw-jerzy-stefanski.html