O politykę polską. Stanowisko środowiska Propolonia.pl wobec projektu
politycznego Declana Ganleya
Po 1989 roku kilkakrotnie pojawiały się w
naszym kraju próby konsolidacji wszystkich tych sił politycznych, które – choćby
umownie – sytuowały się po prawej stronie sceny politycznej. Szczególne
zintensyfikowanie tych procesów następowało w okresach poprzedzających kolejne
kampanie wyborcze. Na fali nastrojów scaleniowych wyrosła m.in. Akcja Wyborcza
Solidarność oraz Prawo i Sprawiedliwość. Obu tym formułom organizacyjnym – ku
satysfakcji patriotycznie zorientowanej części elektoratu – udało się nie tylko
zjednoczyć pod wspólnym politycznym szyldem szeroką reprezentację środowisk
centro-prawicowych, ale przede wszystkim odnieść sukces wyborczy i przejąć
władzę w państwie. Niestety, rychło okazywało się, że cele i sposób uprawiania
polityki przez ich rządy były prostą kontynuacją „dokonań” poprzednich
liberalno-kosmopolitycznych ekip, a posługiwanie się przez polityków
prawicy patriotyczną i katolicko-narodową frazeologią, odgrywało dla wielu z
nich wyłącznie rolę przepustki do państwowych synekur.
Historia lubi się
powtarzać jako farsa. Dziś z zażenowaniem obserwujemy narodziny kolejnego
projektu politycznego, którego zewnętrznie formułowanym celem jest zjednoczenie
polskich sił eurosceptycznych, a rzeczywistym – pęd ku apanażom w Parlamencie
Europejskim realizowany pod mecenatem silnego zagranicznego ośrodka
politycznego. To zjawisko nie mające precedensu w naszej najnowszej historii.
Niestety, liderzy szerokiego spectrum ideowo-politycznego, od ludowców,
poprzez chadeków i narodowców aż do konserwatystów i monarchistów, skłonni
są przyjąć zwierzchnictwo bliżej nieznanego podmiotu mającego swoją centralę
poza granicami Polski. Jeżeli irlandzkie miliony są wystarczającym argumentem
dla wyrzeknięcia się idei w pełni niepodległej Polski na rzecz rojeń o
reformowaniu Unii Europejskiej, to my nazywamy tę postawę polityczną
korupcją!
Każdy bowiem, kto uważnie przysłuchuje się wypowiedziom Declana
Ganleya, musi zauważyć, że jego misją nie jest budowa Europy Ojczyzn, ale
naprawa Unii Europejskiej, która – jego zdaniem – "jest zbyt dobra, zbyt
wartościowa i cenna, jest co najmniej - najbardziej udanym procesem pokojowym w
historii świata, ale i czymś o wiele więcej". Ten irlandzki polityk zdecydowanie
opowiada się przeciwko suwerenności narodów i państw: "ponad 80% nowych praw w
każdym kraju członkowskim pochodzi z Brukseli i to mi nie przeszkadza". Czy
zatem nie przeszkadza to również tym polskim prawicowym politykom, którzy garną
się pod skrzydła Ganleya? I jak do tego mają się wcześniej przez nich głoszone
poglądy? Kłamią dziś czy kłamali wczoraj? I w czym jeszcze mijają się z
prawdą?
Mieliśmy już w Polsce przedstawicieli narodu, którzy uprawiali
partykularną politykę korzystając z obcych pieniędzy i wsparcia. Ich
małostkowość, prywata i zakłamanie kończyły się potopem szwedzkim, rozbiorami
państwa, sowiecką dyktaturą. Dziś kolejni chcą podążać drogą zaprzaństwa. Tych z
nich, którzy z podłego wyrachowania chcą zgodzić się na obcy bat dla siebie i
dla nas wszystkich, ostrzegamy przed surowym osądzeniem! Tych zaś, którzy dają
się zwodzić zaklęciom politycznych prestigitatorów, prosimy: odstąpcie od
nich, nie pozwólcie skalać swojego honoru, zachowajcie siły dla rzeczywistego
aktu inicjującego odbudowę w pełni niepodległej ojczyzny. Wierzymy, że taki akt
niebawem stanie się faktem.
Warszawa, 20 stycznia 2008 r.
Marian
Brudzyński
Zygmunt Wrzodak
Krzysztof Zagozda